Najnowsze wpisy



Polecane wpisy






Archiwum






Prowadzenie: Dawid Markoff
2012/16







To już koniec Nokii jaką znamy – Microsoft kupił ich dział urządzeń mobilnych za kwotę ponad 7 miliardów dolarów. Takie nazwy, jak np. Asha i Lumia, stają się własnością firmy z Redmond. Nazwa Nokia pozostanie własnością fińskiej firmy i może być wykorzystywane wyłącznie w przyszłych telefonach z serii 30 i 40 w ramach 10-letniej umowy licencyjnej.

Microsoft kupił Nokię

Przy tego typu przejęciu, całość była z całą pewnością negocjowana od dłuższego czasu – zanim jeszcze Steve Ballmer ogłosił, że w ciągu 12 miesięcy zrezygnuje z funkcji CEO Microsoftu i odejdzie na emeryturę. Spekuluje się, że jego miejsce może zająć dotychczasowy CEO Nokii – Stephen Elop.

To smutny dzień, chociaż los Nokii był łatwy do przewidzenia. Ja sam bodajże trzy lata temu pisałem na Twitterze, że to jedynie kwestia czasu. Wielka szkoda, bo miałem sentyment do tej firmy – moim pierwszym telefonem była niezniszczalna Nokia 3310, którą wspominam bardzo dobrze.

Co teraz? Z całą pewnością skorzysta na tym sam Microsoft, który przejął całkiem niezły segment urządzeń z serii Lumia (oraz wiele ważnych patentów). Przejęcie to zaostrzy prawdopodobnie również konflikt na linii Microsoft – Google (firma z Mountain View znana jest z utrudniania życia posiadaczom urządzeń z Windows Phone). Microsoftowi udało się jednak coś ważnego – stanie się producentem urządzeń, a nie tylko dostarczycielem oprogramowania do nich. Wchodzi na rynek Apple, HTC czy Google (które jakiś czas temu kupiło Motorole). Zapowiada się fascynująca rywalizacja.

Źródła:
The Verge: Microsoft buying Nokia’s phone business in a $7.2 billion bid
The Verge: There will never be another Nokia smartphone
CNN: Nokia sale is a good deal for both parties
The Verge: Steve Ballmer on Microsoft’s future, and whether Stephen Elop is the next CEO

Skomentuj / kategoria: pierdoły / tagi: ,

Poradnik dla blogera

Nie jestem wzorem godnym naśladowania jeżeli chodzi o częstotliwość blogowania, to fakt. Jednak w innych kwestiach myślę, że mogę co nieco doradzić – np. w kwestii blogowania pod swoją własną domeną…

Wstęp.

Wiem, że podobnych poradników jest w internecie wiele i że Ameryki zapewne w tym poniższym nie odkryję. Naszło mnie jednak na napisanie własnego, bo mam wrażenie, że własna domena internetowa jest wciąż traktowana przez blogerów po macoszemu. Narosło wokół niej również sporo mitów, jak te, że to coś drogiego i trudnego do zrealizowania. Nic bardziej mylnego. Tak się składa, że na co dzień zajmuję się budową wizerunku firm w Internecie. Bardzo często swoje działania zaczynam od domeny internetowej – ona staje się punktem wyjścia do serwisu internetowego i materiałów reklamowych. Czy w świecie blogów podobna zasada może znaleźć zastosowanie? Jak najbardziej tak. Zacznijmy jednak od tego, czym sama domena internetowa jest.

Domena internetowa.

To zbiór nazw systemu nazw DNS wykorzystywanego w Internecie, składający się z nazw umieszczonych w pewnym poddrzewie struktury DNS… ble ble ble, kto to zrozumie? Postaram się wytłumaczyć to o wiele prościej: jeżeli spojrzycie na pełny adres tego wpisu (w przeglądarce internetowej), zobaczycie coś takiego:

Domena internetowa

Na czerwono wyróżniłem domenę internetową. To jest właśnie mój adres, zawsze kierujący do mojego bloga. W reszcie adresu jest to, co generuje WordPress – data dodania wpisu oraz jego nazwa. Jak widzicie, nie ma w nim hellyeah.tumblr.com czy hellyeah.blogspot.com.

Skoro wiemy już, czym jest domena internetowa, obalmy dwa najpoważniejsze mity stojące na drodze do własnego adresu internetowego (domeny) w Internecie…

Domeny są pewnie bardzo drogie…

Domena to duży wydatek, a żeby ją założyć, trzeba posiadać sporą wiedzę… nie! Domeny internetowe są obecnie dość tanie. Najatrakcyjniejszymi domenami dla blogerów piszących po polsku są te z rozszerzeniem .pl (naszanazwa.pl), .com (naszanazwa.com) i .info (naszanazwa.info).

W poniższej tabelce możecie zobaczyć, ile kosztuje własna domena w trzech powyższych rozszerzeniach. Warto wiedzieć, że wykupując własny adres, płacimy za cały rok. Odnowienie domeny to cena, jaką zapłacimy w przypadku przedłużenia jej na kolejny rok.

Ceny Domen

…i trzeba być pewnie informatykiem.

Czy zakup domeny, a następnie podczepienie jej pod własnego bloga np. na Tumblr czy Bloggerze to trudna rzecz? Nie. Zakup domeny to taki sam wysiłek, jak nabycie każdej innej rzeczy w internecie – trzeba założyć konto w danym serwisie, a następnie wybrać interesującą nas domenę, dodać do koszyka i zapłacić (często mamy na to 14 dni).

Blogger i Tumblr posiadają własne poradniki (linki znajdziecie na końcu wpisu), które pozwolą wam krok po kroku podczepić własną domenę pod bloga w jednym z tych serwisów. W razie problemów możecie również skontaktować się z działem pomocy rejestratora, u którego kupiliście domenę. Zapewne i wśród znajomych znajdzie się ktoś, kto Wam w tym pomoże.

Poniżej zrobiłem mały poradnik, który pomoże Wam zrozumieć na czym polega cała procedura. Swoje domeny trzymam w OVH, więc na tym rejestratorze oparłem mój poradnik (nie oznacza to jednak, że reklamuję ich usługi – polecam również innych rejestratorów, do których linki znajdziecie na samym końcu tego wpisu). Oczywiście możecie go sobie darować i przejść do dalszej części wpisu, czyli tego po co nam tak właściwie domena internetowa.

Pierwszą rzeczą, jaką musimy zrobić, jest oczywiście zakup domeny internetowej. Po zapłaceniu powinna pojawić się w naszym panelu – wtedy możemy zacząć całą procedurę. W poniższym poradniku opisałem jak podczepić nasz adres pod bloga na Bloggerze.

Druga rzecz to dodanie rekordu CNAME, który przekieruje domenę na ghs.google.com. Zrobimy to gdzieś w obrębie ustawień DNS domeny (u każdego rejestratora może to znajdować się w innym miejscu). W polu „subdomena” musimy wtedy wpisać www, a w „adres docelowy” ghs.google.com. Po zatwierdzeniu nasz rekord powinien wyglądać tak:

CNAME

Czas na ustawienie 4 pól A z adresami IP:

216.239.32.21
216.239.34.21
216.239.36.21
216.239.38.21

Pierwszy wpis A należy edytować, a 3 następne dodać. Jeżeli będziecie w ustawieniach domeny, zauważycie prawdopodobnie na liście jedno pole A z waszą domeną oraz adresem IP rejestratora. To pole należy edytować tak, aby zmienić adres IP na 216.239.32.21. Kolejne 3 dodamy podobnie jak w przypadku rekordu CNAME – tym razem klikniemy jednak w dodanie nowego pola A. Pole „subdomena” zostawiamy puste, wybieramy ewentualnie „inny adres docelowy” i wklejamy drugi adres IP z powyższej listy (216.239.34.21). Zatwierdzamy i zabieramy się za dodanie 3 i 4 pola A. Po wszystkim powinniśmy uzyskać coś takiego (adresy IP różnią się nieznacznie, co zaznaczyłem na czerwono):

CNAME

Może się zdarzyć, że finalnie przy próbie podczepienia domeny w panelu Bloggera (jak to zrobić, opisałem poniżej) wystąpi błąd 12 (lub pokrewny) informujący nas, że serwis nie może zweryfikować naszej domeny. Musimy wtedy udowodnić, że adres należy do nas. Jak to zrobić? W informacji pojawi się na czerwono coś takiego: www – ghs.google.com oraz fk4v7moqbwp7 – gv-ccma5bzgzwx5gi.dv.googlehosted.com. Należy w takim przypadku wrócić do panelu domeny i stworzyć nowy rekord CNAME, gdzie „Subdomeną” będzie fk4v7moqbwp7 (oczywiście w waszym przypadku kod będzie inny), a „adresem docelowym” gv-c5wsdfgrthbqtkvf.dv.googlehosted.com (też inny).

Po stworzeniu rekordu i jego zatwierdzeniu, powinien wyglądać tak:

CNAME

Jak dodać domenę w panelu Bloggera? Jest to bardzo proste: wchodzimy do naszego panelu, klikamy na nazwę bloga, następnie w bocznym menu wybieramy ustawienia i w obszarze publikowanie możemy dodać naszą domenę. Dla pewności polecam zaznaczyć „przekierowanie z domeny naszadomena.pl do domeny www.naszadomena.pl”. Jeżeli wystąpi wspomniany błąd, poczekajcie od 24 do 48 godzin i spróbujcie ponownie.

Całość może wyglądać odrobinę przerażająco, ale zapewniam was, że w praktyce idzie to dość łatwo i szybko. Nie wspomnę już o satysfakcji:)

Skoro wiemy już czym jest domena, ile kosztuje oraz co trzeba zrobić, aby była głównym adresem naszego bloga, przejdźmy do najważniejszego: po co tak właściwie blogerowi własna domena?

Zalety własnej domeny.

1. Najważniejszą zaletą własnej domeny jest własny, unikalny adres w internecie. Podam Wam przykład: prowadzicie całkiem niezłego bloga w serwisie Tumblr – powiedzmy, że jest to superblog.tumblr.com. Z jakichś przyczyn, czy to zależnych od Was czy nie, chcecie przenieść go na inną platformę – Bloggera, WordPressa, coś innego. Gdy to zrobicie, zmieni się automatycznie adres bloga. Jak poinformować o tym waszych czytelników? Macie dwa wyjścia:

– umieścić wpis informujący, że przenieśliście bloga pod inny adres;
– zrobić automatyczne przekierowanie na nowy adres.

Żadna z powyższych metod nie jest idealna. W przypadku pierwszej nie wszyscy przeczytają wpis, części odwiedzających nie będzie się chciało również zmodyfikować adresu w zakładce przeglądarki z ulubionymi stronami. W drugim przypadku może nie zadziałać przekierowanie – może wystąpić błąd po stronie przeglądarki, zablokować je jakaś wtyczka… Ale gdybyście nie musieli tego robić i mogli przenosić bloga gdzie tylko chcecie? Tu właśnie sprawdza się własna domena (np. superblog.pl zamiast wspomnianego superblog.tumblr.com). Adres będziecie mieć zawsze ten sam, niezależnie od platformy, na której będziecie mieli zamiar blogować.

2. Własna domena mobilizuje. Wspominałem, że nie jestem idealnym przykładem, jeżeli chodzi o częstotliwość pisania, ale blog ten jest taką moją małą perełką – lubię tu pisać, dbać o niego, dopracowywać wygląd, działanie… Z całą pewnością nie miałbym takiego zapału w przypadku zwykłego bloga w adresie hellyeah.blogspot.com;

3. Własna domena daje o wiele większe możliwości zarobkowe. Tak, wiem – nie każdy na blogu zarabia. Ja, przykładowo, nie posiadam tu reklam, bo bloga prowadzę dla samego siebie – mam inne źródła utrzymania. Są jednak blogi o tematyce kulinarnej, kosmetycznej czy modowej, których autorzy nawiązują różne współprace komercyjne. Posiadając bloga we własnej domenie stajecie się o wiele bardziej wiarygodni dla takich firm;

4. Adres o wiele łatwiej podać znajomym. Hellyeah.pl brzmi lepiej niż hellyeah.tumblr.com, jest o wiele łatwiejszy do zapamiętania. Również nie każdy zapamięta i poprawnie wpisze w oknie przeglądarki słowo „tumblr”;

Poradnik dla blogera

5. Bezpieczeństwo. Załóżmy, że Wasz blog stanie się popularny. Z dnia na dzień zacznie rosnąć Wam odwiedzalność, liczba komentarzy, polubień, odnośników do wpisów… i ktoś podkupi Wam nazwę bloga zanim się zorientujecie. Da mu to ogromne możliwości, łącznie z prowadzeniem podobnego bloga, ale pod dużo bardziej atrakcyjnym adresem. Może to zrobić również z innych powodów, np. dlatego, że skasowaliście mu komentarz, lub go zablokowaliście. Pod adresem takim może otworzyć forum z pornograficznymi treściami, czy zwykłymi memami. Wielu użytkowników może zacząć kojarzyć to z Waszą osobą.

Czy posiadanie własnej domeny ma wady?

Tak. Musicie pilnować, żeby nie wygasła. Każdy rejestrator z dużym wyprzedzeniem będzie Was informował o terminie wygaśnięcia domeny, abyście zawczasu mogli opłacić ją na kolejny rok. Więcej wad nie widzę.

Własna domena? Tak, tak i jeszcze raz tak.

To tyle, mam nadzieję, że wielu z Was to pomoże. Prowadzicie bloga na platformie, która umożliwia posiadanie własnego adresu? Pomyślcie nad tą opcją. Planujecie zacząć blogować na poważnie? Koniecznie rozważcie robienie tego pod własnym adresem (chociaż znalezienie dobrej nazwy może Wam trochę zająć…)

Poradnik dla blogera

W tekście pominąłem kwestię prowadzenia i utrzymywania bloga na własnym koncie WWW – wtedy jesteśmy Panem w swoim domu, mamy pełną niezależność. Takie rozwiązanie ma jednak i wady. Po pierwsze, koszt jest większy – opłacamy nie tylko domenę, ale i konto WWW. Po drugie, musimy sami zainstalować silnik bloga (np. WordPressa, na którym opiera się chociażby mój blog), co wiąże się z założeniem bazy MySQL w panelu naszego konta… To jednak materiał na oddzielny wpis.

Gdybyście chcieli o coś zapytać, to zapraszam do komentarzy.

Źródła:
Blogger: Jak korzystać z niestandardowej nazwy domeny w adresie bloga?
Tumblr: Własne nazwy domen

Najwięksi rejestratorzy: (w kolejności alfabetycznej)
Aftermarket.pl, AZ.pl, Home.pl, Nazwa.pl, OVH.pl, Premium.pl

Skomentuj / kategoria: pierdoły / tagi:

Washington Post sprzedany

Wydawnictwo Washington Post Company sprzedało swój flagowy dziennik The Washington Post. Nabywcą jest Jeff Bezos, założyciel internetowej księgarni Amazon. Całość zamknęła się w kwocie 250 milionów dolarów – to 1/4 sumy, jaką Facebook wyłożył na Instagram!. Ciekawostką jest to, że dziennik został kupiony z prywatnego majątku Bezosa, który po zamknięciu transakcji będzie jego jedynym właścicielem.

The Washington Post wsławił się między innymi opisaniem wielu afer, w tym sprawy Watergate, która doprowadziła do dymisji prezydenta Richarda Nixona w 1974 roku. To żywa legenta, podpartego zdobytymi przez reporterów gazety łącznie 47 nagrodami Pulitzera. Bezos kupuje więc jedną z najbardziej prestiżowych i wpływowych marek medialnych w Ameryce, która jednak najlepsze czasy ma już dawno za sobą – w ostatnich latach dziennik borykał się z problemami finansowymi, wymuszającymi cięcia i zwalnianie najlepszych ludzi.

Jeff Bezos jest człowiekiem, który wie jak inwestować swoje pieniądze. Po co mu więc borykające się z problemami finansowymi i odchodzące powoli w zapomnienie media drukowane? Ciekawie pisze o tym Piotr Stasiak w Newsweeku:

Bezos nawigator kupuje więc niedrogo zalewaną falami łódź „Posta”, aby bezpiecznie przeprowadzić ją przez sztormowy czas cyfrowej rewolucji w mediach. Wie jednak, że w ładowni wciąż jest mnóstwo jakościowej treści – skarbu coraz bardziej poszukiwanego w mediach. Wie wreszcie – że to nie jest byle łajba, ale szkuner-legenda.

Źródła:
BBC: Amazon boss Jeff Bezos buys Washington Post for $250m
Washington Post: Washington Post to be sold to Jeff Bezos, the founder of Amazon
Newsweek: Bezos i Washington Post – po co miliarder kupił legendę?