Najnowsze wpisy



Polecane wpisy






Archiwum






Prowadzenie: Dawid Markoff
2012/16







Poradnik dla blogera

Nie jestem wzorem godnym naśladowania jeżeli chodzi o częstotliwość blogowania, to fakt. Jednak w innych kwestiach myślę, że mogę co nieco doradzić – np. w kwestii blogowania pod swoją własną domeną…

Wstęp.

Wiem, że podobnych poradników jest w internecie wiele i że Ameryki zapewne w tym poniższym nie odkryję. Naszło mnie jednak na napisanie własnego, bo mam wrażenie, że własna domena internetowa jest wciąż traktowana przez blogerów po macoszemu. Narosło wokół niej również sporo mitów, jak te, że to coś drogiego i trudnego do zrealizowania. Nic bardziej mylnego. Tak się składa, że na co dzień zajmuję się budową wizerunku firm w Internecie. Bardzo często swoje działania zaczynam od domeny internetowej – ona staje się punktem wyjścia do serwisu internetowego i materiałów reklamowych. Czy w świecie blogów podobna zasada może znaleźć zastosowanie? Jak najbardziej tak. Zacznijmy jednak od tego, czym sama domena internetowa jest.

Domena internetowa.

To zbiór nazw systemu nazw DNS wykorzystywanego w Internecie, składający się z nazw umieszczonych w pewnym poddrzewie struktury DNS… ble ble ble, kto to zrozumie? Postaram się wytłumaczyć to o wiele prościej: jeżeli spojrzycie na pełny adres tego wpisu (w przeglądarce internetowej), zobaczycie coś takiego:

Domena internetowa

Na czerwono wyróżniłem domenę internetową. To jest właśnie mój adres, zawsze kierujący do mojego bloga. W reszcie adresu jest to, co generuje WordPress – data dodania wpisu oraz jego nazwa. Jak widzicie, nie ma w nim hellyeah.tumblr.com czy hellyeah.blogspot.com.

Skoro wiemy już, czym jest domena internetowa, obalmy dwa najpoważniejsze mity stojące na drodze do własnego adresu internetowego (domeny) w Internecie…

Domeny są pewnie bardzo drogie…

Domena to duży wydatek, a żeby ją założyć, trzeba posiadać sporą wiedzę… nie! Domeny internetowe są obecnie dość tanie. Najatrakcyjniejszymi domenami dla blogerów piszących po polsku są te z rozszerzeniem .pl (naszanazwa.pl), .com (naszanazwa.com) i .info (naszanazwa.info).

W poniższej tabelce możecie zobaczyć, ile kosztuje własna domena w trzech powyższych rozszerzeniach. Warto wiedzieć, że wykupując własny adres, płacimy za cały rok. Odnowienie domeny to cena, jaką zapłacimy w przypadku przedłużenia jej na kolejny rok.

Ceny Domen

…i trzeba być pewnie informatykiem.

Czy zakup domeny, a następnie podczepienie jej pod własnego bloga np. na Tumblr czy Bloggerze to trudna rzecz? Nie. Zakup domeny to taki sam wysiłek, jak nabycie każdej innej rzeczy w internecie – trzeba założyć konto w danym serwisie, a następnie wybrać interesującą nas domenę, dodać do koszyka i zapłacić (często mamy na to 14 dni).

Blogger i Tumblr posiadają własne poradniki (linki znajdziecie na końcu wpisu), które pozwolą wam krok po kroku podczepić własną domenę pod bloga w jednym z tych serwisów. W razie problemów możecie również skontaktować się z działem pomocy rejestratora, u którego kupiliście domenę. Zapewne i wśród znajomych znajdzie się ktoś, kto Wam w tym pomoże.

Poniżej zrobiłem mały poradnik, który pomoże Wam zrozumieć na czym polega cała procedura. Swoje domeny trzymam w OVH, więc na tym rejestratorze oparłem mój poradnik (nie oznacza to jednak, że reklamuję ich usługi – polecam również innych rejestratorów, do których linki znajdziecie na samym końcu tego wpisu). Oczywiście możecie go sobie darować i przejść do dalszej części wpisu, czyli tego po co nam tak właściwie domena internetowa.

Pierwszą rzeczą, jaką musimy zrobić, jest oczywiście zakup domeny internetowej. Po zapłaceniu powinna pojawić się w naszym panelu – wtedy możemy zacząć całą procedurę. W poniższym poradniku opisałem jak podczepić nasz adres pod bloga na Bloggerze.

Druga rzecz to dodanie rekordu CNAME, który przekieruje domenę na ghs.google.com. Zrobimy to gdzieś w obrębie ustawień DNS domeny (u każdego rejestratora może to znajdować się w innym miejscu). W polu „subdomena” musimy wtedy wpisać www, a w „adres docelowy” ghs.google.com. Po zatwierdzeniu nasz rekord powinien wyglądać tak:

CNAME

Czas na ustawienie 4 pól A z adresami IP:

216.239.32.21
216.239.34.21
216.239.36.21
216.239.38.21

Pierwszy wpis A należy edytować, a 3 następne dodać. Jeżeli będziecie w ustawieniach domeny, zauważycie prawdopodobnie na liście jedno pole A z waszą domeną oraz adresem IP rejestratora. To pole należy edytować tak, aby zmienić adres IP na 216.239.32.21. Kolejne 3 dodamy podobnie jak w przypadku rekordu CNAME – tym razem klikniemy jednak w dodanie nowego pola A. Pole „subdomena” zostawiamy puste, wybieramy ewentualnie „inny adres docelowy” i wklejamy drugi adres IP z powyższej listy (216.239.34.21). Zatwierdzamy i zabieramy się za dodanie 3 i 4 pola A. Po wszystkim powinniśmy uzyskać coś takiego (adresy IP różnią się nieznacznie, co zaznaczyłem na czerwono):

CNAME

Może się zdarzyć, że finalnie przy próbie podczepienia domeny w panelu Bloggera (jak to zrobić, opisałem poniżej) wystąpi błąd 12 (lub pokrewny) informujący nas, że serwis nie może zweryfikować naszej domeny. Musimy wtedy udowodnić, że adres należy do nas. Jak to zrobić? W informacji pojawi się na czerwono coś takiego: www – ghs.google.com oraz fk4v7moqbwp7 – gv-ccma5bzgzwx5gi.dv.googlehosted.com. Należy w takim przypadku wrócić do panelu domeny i stworzyć nowy rekord CNAME, gdzie „Subdomeną” będzie fk4v7moqbwp7 (oczywiście w waszym przypadku kod będzie inny), a „adresem docelowym” gv-c5wsdfgrthbqtkvf.dv.googlehosted.com (też inny).

Po stworzeniu rekordu i jego zatwierdzeniu, powinien wyglądać tak:

CNAME

Jak dodać domenę w panelu Bloggera? Jest to bardzo proste: wchodzimy do naszego panelu, klikamy na nazwę bloga, następnie w bocznym menu wybieramy ustawienia i w obszarze publikowanie możemy dodać naszą domenę. Dla pewności polecam zaznaczyć „przekierowanie z domeny naszadomena.pl do domeny www.naszadomena.pl”. Jeżeli wystąpi wspomniany błąd, poczekajcie od 24 do 48 godzin i spróbujcie ponownie.

Całość może wyglądać odrobinę przerażająco, ale zapewniam was, że w praktyce idzie to dość łatwo i szybko. Nie wspomnę już o satysfakcji:)

Skoro wiemy już czym jest domena, ile kosztuje oraz co trzeba zrobić, aby była głównym adresem naszego bloga, przejdźmy do najważniejszego: po co tak właściwie blogerowi własna domena?

Zalety własnej domeny.

1. Najważniejszą zaletą własnej domeny jest własny, unikalny adres w internecie. Podam Wam przykład: prowadzicie całkiem niezłego bloga w serwisie Tumblr – powiedzmy, że jest to superblog.tumblr.com. Z jakichś przyczyn, czy to zależnych od Was czy nie, chcecie przenieść go na inną platformę – Bloggera, WordPressa, coś innego. Gdy to zrobicie, zmieni się automatycznie adres bloga. Jak poinformować o tym waszych czytelników? Macie dwa wyjścia:

– umieścić wpis informujący, że przenieśliście bloga pod inny adres;
– zrobić automatyczne przekierowanie na nowy adres.

Żadna z powyższych metod nie jest idealna. W przypadku pierwszej nie wszyscy przeczytają wpis, części odwiedzających nie będzie się chciało również zmodyfikować adresu w zakładce przeglądarki z ulubionymi stronami. W drugim przypadku może nie zadziałać przekierowanie – może wystąpić błąd po stronie przeglądarki, zablokować je jakaś wtyczka… Ale gdybyście nie musieli tego robić i mogli przenosić bloga gdzie tylko chcecie? Tu właśnie sprawdza się własna domena (np. superblog.pl zamiast wspomnianego superblog.tumblr.com). Adres będziecie mieć zawsze ten sam, niezależnie od platformy, na której będziecie mieli zamiar blogować.

2. Własna domena mobilizuje. Wspominałem, że nie jestem idealnym przykładem, jeżeli chodzi o częstotliwość pisania, ale blog ten jest taką moją małą perełką – lubię tu pisać, dbać o niego, dopracowywać wygląd, działanie… Z całą pewnością nie miałbym takiego zapału w przypadku zwykłego bloga w adresie hellyeah.blogspot.com;

3. Własna domena daje o wiele większe możliwości zarobkowe. Tak, wiem – nie każdy na blogu zarabia. Ja, przykładowo, nie posiadam tu reklam, bo bloga prowadzę dla samego siebie – mam inne źródła utrzymania. Są jednak blogi o tematyce kulinarnej, kosmetycznej czy modowej, których autorzy nawiązują różne współprace komercyjne. Posiadając bloga we własnej domenie stajecie się o wiele bardziej wiarygodni dla takich firm;

4. Adres o wiele łatwiej podać znajomym. Hellyeah.pl brzmi lepiej niż hellyeah.tumblr.com, jest o wiele łatwiejszy do zapamiętania. Również nie każdy zapamięta i poprawnie wpisze w oknie przeglądarki słowo „tumblr”;

Poradnik dla blogera

5. Bezpieczeństwo. Załóżmy, że Wasz blog stanie się popularny. Z dnia na dzień zacznie rosnąć Wam odwiedzalność, liczba komentarzy, polubień, odnośników do wpisów… i ktoś podkupi Wam nazwę bloga zanim się zorientujecie. Da mu to ogromne możliwości, łącznie z prowadzeniem podobnego bloga, ale pod dużo bardziej atrakcyjnym adresem. Może to zrobić również z innych powodów, np. dlatego, że skasowaliście mu komentarz, lub go zablokowaliście. Pod adresem takim może otworzyć forum z pornograficznymi treściami, czy zwykłymi memami. Wielu użytkowników może zacząć kojarzyć to z Waszą osobą.

Czy posiadanie własnej domeny ma wady?

Tak. Musicie pilnować, żeby nie wygasła. Każdy rejestrator z dużym wyprzedzeniem będzie Was informował o terminie wygaśnięcia domeny, abyście zawczasu mogli opłacić ją na kolejny rok. Więcej wad nie widzę.

Własna domena? Tak, tak i jeszcze raz tak.

To tyle, mam nadzieję, że wielu z Was to pomoże. Prowadzicie bloga na platformie, która umożliwia posiadanie własnego adresu? Pomyślcie nad tą opcją. Planujecie zacząć blogować na poważnie? Koniecznie rozważcie robienie tego pod własnym adresem (chociaż znalezienie dobrej nazwy może Wam trochę zająć…)

Poradnik dla blogera

W tekście pominąłem kwestię prowadzenia i utrzymywania bloga na własnym koncie WWW – wtedy jesteśmy Panem w swoim domu, mamy pełną niezależność. Takie rozwiązanie ma jednak i wady. Po pierwsze, koszt jest większy – opłacamy nie tylko domenę, ale i konto WWW. Po drugie, musimy sami zainstalować silnik bloga (np. WordPressa, na którym opiera się chociażby mój blog), co wiąże się z założeniem bazy MySQL w panelu naszego konta… To jednak materiał na oddzielny wpis.

Gdybyście chcieli o coś zapytać, to zapraszam do komentarzy.

Źródła:
Blogger: Jak korzystać z niestandardowej nazwy domeny w adresie bloga?
Tumblr: Własne nazwy domen

Najwięksi rejestratorzy: (w kolejności alfabetycznej)
Aftermarket.pl, AZ.pl, Home.pl, Nazwa.pl, OVH.pl, Premium.pl

Skomentuj / kategoria: pierdoły / tagi:

Podobnych wpisów jest w internecie od groma, ale nie zaszkodzi kolejny. Trafiłem ostatnio na ciekawą dyskusję odnośnie prywatności na Facebooku. Ogrom osób narzekał na to, że serwis coraz bardziej ułatwia dotarcie do informacji o nas (wiele osób wspominało o nowej funkcji Facebooka – Graph Search). Również z obserwacji wpisów różnych osób widzę, że wciąż jest z tym problem. No właśnie, jak z tym jest naprawdę? Czy faktycznie taki ten Facebook straszny?

Facebook

wszystko jest uzależnione od naszych działań. Odkryłem Amerykę? Oczywiście, że nie. Mam jednak wrażenie, że wiele osób nie ma o tym pojęcia.

Facebook to ogromny serwis, a sami twórcy pogubili się już chyba w kodzie, jaki napisali. Ma przez to wiele wad i luk. Dziennie ludzie publikują tam setki milionów wiadomości zawierających zdjęcia i materiały wideo. Przed zalogowaniem się należy pamiętać o najważniejszej rzeczy: to ogromna baza informacji o nas samych. My często zapominamy, internet (w tym przypadku Facebook) nie. To nie kwestia prywatności na Facebooku jest problemem, a my sami.

„Prywatność, głupcze!”

To problem, z którym spotykam się na Facebooku niemal codziennie. Ludzie mają nawyk pisania o sobie dosłownie wszystkiego. Nic w tym oczywiście złego, leży to chyba w ludzkiej naturze. Problemem jest to, że często wpisy te mają status publiczny – może je przeczytać każdy. Za rok, dwa, zapomnicie o tym. Na Facebooku to jednak pozostanie, a w przyszłości będzie łatwo dostępne przez takie narzędzia, jak wspomniany Graph Search. Zastanówcie się, czy aby na pewno tego chcecie?

Facebook

Rozwiązanie jest proste: sortujcie swoje wpisy pod względem ustawień prywatności. Piszecie coś osobistego? Zostawcie to jedynie dla osób z listy znajomych – przecież nie wszyscy muszą wiedzieć o tym, że macie problem z dziewczyną, lub że gotujecie w tej chwili bigos.

Kolejną rzeczą z którą spotykam się niemal codziennie jest udostępnianie swojej lokalizacji. W tym także nie ma nic złego o ile robicie to w przemyślany sposób. Przykłady: czekacie w kinie na ciekawy film? Możecie spokojnie dać o tym znać na Facebooku, meldując się jednocześnie w Multikinie. Odkryliście ciekawą restaurację? Zameldujcie się tam, niech odwiedzą ją inni. Lecicie na wakacje? Meldunek na lotnisku będzie jak najbardziej uzasadniony. Po cholerę jednak publikować swój adres zamieszkania? Znajomi, którzy chcieliby Was odwiedzić, spytają o adres na privie (o ile go jeszcze nie znają). Osoby które znacie jedynie z internetu i tak Was nie odwiedzą. Publiczne udostępnianie swojego adresu to proszenie się o kłopoty.

Facebook

To samo tyczy się informacji w waszym profilu – znam osoby, które mają wpisany tam adres domowy. W jakim celu? To że jest tam pole na tego typu rzecz nie oznacza, że trzeba je uzupełnić.

Jestem zajebisty, bo Rzygam tym.

Czy klikanie lubię to przy nazwach takich stron jak Rzygam tym czy Kac Kupa, jest Wam potrzebne? Szybko możecie o tym zapomnieć, polubienie natomiast zostanie i będzie widoczne dla kogoś, kto zainteresuje się tym, co lubicie. Może to być ktoś z rodziny, ale również i przyszły pracodawca (naprawdę). Często obserwuję, że ludzie lubią dosłownie wszystko. Chęć bycia zajebistym? Kiepskie.

iPhone za like’a? Cool story, bro.

Pierwsze 5000 osób, które dadzą lajka, dostanie iPhone’a 5. Nie, nie dostanie. Ani 5000 osób, ani 1000, ani 100 ani 1. To zwykłe oszustwo żerujące na nieprawdopodobnej naiwności ludzi. Wart 3 tysiące smartphone za jedno kliknięcie? Czy któraś z lubiących osób policzyła, ile dana firma musiałaby wydać na 5000 iPhone’ów? 15 000 000! (tak, 15 milionów polskich złotych!). Kupilibyście za to 110 samochodów Volvo XC60 w podstawowej konfiguracji!

Volvo XC60

Nigdy nie wierzcie w tego typu rozdawnictwo. Oczywiście zdarza się czasami, że jakaś znana firma na swoim oficjalnym fanpage’u rozdaje gadgety za przysłowiowe polubienie wpisu czy strony. Mogą to być jakieś naklejki, czasami kubek (podobną akcję prowadził kiedyś jeden z największych producentów kawy). To jednak sprawy groszowe, reklamowe gadgety produkowane masowo w Chinach (kubek strasznie śmierdział plastikiem:)

Facebook

Spokojnie, Facebook ma się dobrze i nikt nie ma zamiaru go zamykać. Podobne wiadomości na Facebooku to typowe łańcuszki internetowe. Zanim klikniecie w przycisk udostępnienia, pomyślcie dwa razy. Na całe szczęście w tym przypadku grozi Wam jedynie ośmieszenie się przed znajomymi.

Panie, masz Pan tu klucze do mojego mieszkania.

Inaczej jest z różnymi aplikacjami, którym dajecie dostęp do swojego konta. Te mogą wysyłać waszym znajomym spam lub, w najlepszym przypadku, powiadomienia.

Facebook

Taką aplikacją jest Mój Kalendarz. Idę o zakład, że spotkaliście się z nim przynajmniej raz na Facebooku. Aplikacja wydaje się być niegroźna, w rzeczywistości zbiera dane osobowe: adresy e-mail, wiek, płeć, listę ulubionych stron, listy znajomych, a nawet informacje o konfiguracji komputera jak język przeglądarki, adres IP czy czas spędzony na odwiedzanych stronach (z ich listą!). Jednocześnie regularnie spamuje waszych znajomych powiadomieniami, że chcecie dodać ich datę urodzenia do swojego kalendarza. Robi to za waszymi plecami, wy nawet o tym nie wiecie.

Inną zmorą są zabawne filmiki i zdjęcia, które kierują na zainfekowaną stronę internetową (jeżeli używacie Windowsa, to na ogół macie problem). Często równeż poprzez samo kliknięcie na zdjęcie/filmik, automatycznie je udostępniacie. Wtedy na tablicach waszych znajomych pojawia się informacja Piotr Nowak polubił filmik ‚Zobacz jak stara babcia zarzuca cyckami’. Niefajne, prawda?

Nie taki straszny ten Facebook, jak go malują. Ale…

Nawet najlepsze zabezpieczenia prywatności nie ustrzegą Was przed problemami, jeżeli nie będziecie myśleć samodzielnie. To podstawa obecności na Facebooku.

Pamiętajcie:

  • korzystajcie z ustawień prywatności we wpisach (publiczne, znajomi…),
  • nie publikujcie na lewo i prawo przy wpisach swojego miejsca zamieszkania. Co innego fajna knajpa w której jesteście, a co innego blok w którym mieszkacie,
  • czy aby na pewno jest Wam potrzebne polubienie takich stron jak Rzygam tym? To naprawdę nie jest ani modne, ani zajebiste,
  • nikt Wam nie da iPhone’a, MacBooka i innych wartościowych rzeczy za kliknięcie lubię to, czy udostępnienie na tablicy jakiejś strony,
  • nie udostępniajcie łańcuszków typu Facebook zostanie zamknięty z dniem… Ośmieszycie się jedynie przed znajomymi,
  • nie pozwalajcie na dostęp do swoich danych różnym dziwnym stronom i aplikacjom! To jak danie kluczy do mieszkania nieznajomemu,
  • nie ma czegoś takiego jak Sprawdź kto ostatnio odwiedził Twój profil. Facebook na to nie pozwala, a developerzy nie mają dostępu do tego typu danych.

Źródła:
Facebook: Przedstawiamy wyszukiwanie w socjogramie Facebooka
Wirtualnemedia: Facebook Graph Search – wielki eksperyment w świecie wyszukiwarek
Chip: Nie bądź jeleń – nie klikaj w Mój Kalendarz!
Kaspersky: Uważajcie na aplikację „Kto się ostatnio gapił na Twoje fotki ??”
Facebook: W jaki sposób mogę uniemożliwić aplikacji dostęp do informacji o mnie?